W Południowo-Wschodniej Azji, nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim leży kraj zwany niegdyś Birmą; dziś znany jest pod nazwą Myanmar – co oznacza: Kraj Silnych Jeźdźców. To po Indonezji drugie pod względem wielkości państwo tej części Świata.
Myanmar (Birma) to państwo, które dopiero uchyla drzwi swojego serca dla turystów. I, pomimo że coraz więcej podróżujących, spragnionych nowych miejsc, przybywa do niej, aby nacieszyć się dziewiczymi, niesplądrowanymi przez komercję zakątkami – nie ma tu mowy o masowej turystyce.
Miłośnicy Azji i ci, którzy czują duszę tego kontynentu, od razu zorientują się, że ten kraj i jego mieszkańcy mają bardzo wiele do zaoferowania.
To miejsce bez cienia zadęcia czy fałszywej elegancji. Uroczy zakątek świata z niezliczonymi zabytkami najwyższej klasy, z nieskażoną przyrodą tropikalnych lasów, pięknymi plażami i niezwykle otwartymi ludźmi.
Przypomina Tajlandię, ale tę sprzed 50 lat – pozwala w ciszy upajać się zabytkami, tropikami i krajobrazami, delektować się widokami bez wszędobylskiej masy turystów. Zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO stają się nagle naturalnym plenerem Twojej podróży – a Ty, przechadzając się niczym dawny możnowładca, upajasz się ich majestatyczną obecnością.
To rzadkość na mapie Świata – aby w takim wymiarze móc obcować z zabytkami tej klasy praktycznie bez czyjejkolwiek kontroli.
Myanmar tworzą m.in. miasta takie jak Yangun; choć to jedna z największych aglomeracji– daleko jej do zgiełku innych metropolii Azji. Wieczorami ulice milkną, blask świateł blednie… aż do momentu, gdy po subtelnej metamorfozie i przejściu dnia w wieczór – ciężko uwierzyć, że to największe miasto Myanmaru.
Innym miastem jest Bagan, który zachwyca najbardziej, gdy lecąc o świcie balonem i patrząc z góry na bezmiar stup i pagód (a jest ich tu blisko trzy tysiące) nie słyszysz nic oprócz bicia własnego serca – bo nikt z współtowarzyszy podróży nie śmie zmącić tej chwili…
Wieczorem znad hotelowego basenu na wzgórzu Mont Popa podziwiałam w takiej uroczystej ciszy zachód słońca i zamierałam z zachwytu, gdy widziałam jak jego promienie okalały w ostatnim uścisku oddaloną świątynię na wzgórzu. Przez takie doświadczenia Bagan to dla mnie Osobisty Cud Świata – to miasto zaklęte w pagodach i stupach – to cisza i bezkres piękna, które trzeba odebrać każdym zmysłem: zobaczyć, dotknąć i poczuć.
Jest jeszcze zaczarowane jezioro Inle, położone 900 metrów nad poziomem morza, liczące dwadzieścia kilometrów długości – tu wszystko istniej jedynie na wodzie. Na niej mieszkają ludzie, powstają szkoły, świątynie, odbywają się religijne ceremonie, działają sklepy. Także wszystko to, co jedzą ludzie pochodzi z wody…
Uprawy na wodzie i zbierane stąd owoce i warzywa smakują inaczej niż gdzie indziej. Być może nawet kubki smakowe w otoczeniu tej pierwotnej jeszcze natury wyostrzają się na smak.
Jezioro, jak w piosence Bajmu, ma swój zapach i swój smak, ale ma także taką moc, która sprawia, że nigdy o nim nie można zapomnieć. Pamiętam każdą uśmiechniętą twarz, każde wpatrzone we mnie oczy…
Tu życie płynie zupełnie inaczej – wolniej, bardziej prawdziwie; jest tu czas na to, aby delektować się swoją codziennością, swoją rodziną. Starsi ludzie mieszkają z dziećmi i wnukami – i nikt nikomu nie przeszkadza. Bo ten azjatycki świat pozwala i na starość, i na radość.
Birma to miejsce, gdzie przed laty zostawiłam swoje serce i z radością tam wracam.
Agnieszka Rąpała

